piątek, 1 sierpnia 2014

Od Mikayli - C.D. Sangre

Nie miałam co robić, więc czekałam przy wodopoju patrząc, jak krople falują na wodzie. To było dla mnie piękne, niektórzy tego nie widzieli ja tak bo jestem wilkiem wody.
-Miki! -usłyszałam głos.
-O hej Itchi -przytuliłam brata.
-Co ty tutaj tak sama? -zawsze był; dociekliwy, jak się okazuje to u niego nie zniknęło.
-Czekam...
-Na co?...a może na kogo? -zaśmiał się.
-Przestań...znaczy ja idę -tu się trochę zawstydziłam, a brat mnie przytulił.
-To nie marnuj czasu, tylko idź -uśmiechnął się i odleciał. Zawsze był dla mnie miły, troskliwy nawet teraz to ukazywał. Cieszyłam się że mam tak, pomocnego brata. Ale postanowiłam iść do Sangre.
Trochę nieśmiało podeszłam bliżej i usiadłam. On nieco później wyszedł.
-O już jesteś, okey idziemy? -rzekł.
-Em tak -pokiwałam głową.
-Może spacer po tutejszych terenach?
-Dla mnie może być -uśmiechnęłam się.

Sangre?

Od Sangre - C.D. Mikayli

-Uciekałem?-zdziwiłem się nieco-Nie, to nie tak.-pokiwałem z dezaprobatą głową-Po prostu lubię czasem pobiegać.Ot co.
-Aha..-mruknęła
Zapadła niezręczna cisza.
-To ja już lecę.-powiedziałem w końcu
Już się odwróciłem, gdy znów musiałem się zatrzymać.
-Nie, czekaj!-zawołała za mną
Odwróciłem głowę z pytającą minę
-Hm?
-Jestem nowa, jak zapewne widzisz..-zaczęła niepewnie-Nie chciałabym zawracać ci głowy, ale oprowadziłbyś mnie po watasze?
-Jasne.-odparłem-Przyjdź do mnie nieco później.Obecnie omówiłem się z kimś i nie chcę się spóźnić.
-Dobra.-uśmiechnęła się lekko, a ja odwzajemniłem uśmiech.
*Później*
...

Mikayla?

Od Sangre - C.D. Karudi

Mruknąłem w odpowiedzi.
-Miałem za dużo zajęć na głowie.-odpowiedziałem w końcu, kosztując każde słowo nim je wypowiem
-Tak, a to jakich?-zaciekawiła się i usiadła obok
-Bzdury.Na pewno by cię nie interesowały.-uciąłem krótko-A tak wogóle, masz może ochotę na babeczki?Chyba nie są już takie gorące-wstałem
Wilczyca oblizała się.
-Bardzo chętnie!-wykrzyknęła, nie doszła jednak nawet do pierwszej skalnej półki, jak zemdlała.
-O boże, Karudi!-podbiegłem do niej
Na szczęście zdążyłem złapać wilczycę nim runęła na twardy kamień.
Opuściłem ją gładko na moje kolana.Wyjąłem z torby manierkę wody [własnoręcznie rzeźbioną] i polałem na jej twarz.Wadera pokręciła delikatnie głową i odetchnęła płytko.
-Szlag.-zakląłem, gdy uświadomiłem sobie, że zabrakło wody, a Karudi nadal się nie budziła.
Wziąłem ją w łapy i podleciałem do mojego posłania.Ostrożnie położyłem przyjaciółkę na futrze z białego tygrysa i podłożyłem pod głowę poduszkę.Wyjąłem skądś wachlarz.Wadera powoli się cuciła.Wachlowałem jeszcze mocniej, aż zabolały mnie łapy.Spostrzegawczy mały kubełek z wodą odłożyłem wachlarz i wylałem na jej twarz wodę.Karudi wstała szybko jak prąd.Odłożyłem kubełek.
-Oszalałeś?!-wykrzyknęła, mimo to nie zwróciłem na to uwagi
-Nic ci, nie jest?-zapytałem czule gładząc jednocześnie po łapie
Rozejrzała się.
-Chyba nie..-zaczęła niepewnie, jej wzrok ponownie skupił się na mnie-Znowu zemdlałam, prawda?-dodała ściszonym głosem
-Jak to znowu?-zdziwiłem się-Jeśli to coś groźnego..
-Nie, spokojnie.-przerwała mi-To tylko ciąża..Nic wielkiego.
-Co?!-zawyłem krótko z warkotem, skrzydła rozprostowały mi się jak na sztram, a sam niewiadomo czemu przybrałem pozycję bojową.Nie powiem, wiadomość wywarła na mnie potężne zdziwienie.Ona jest w ciąży?!-Ale.. ale.. k-kto jest ojcem?-zająkałem się
-Nikt nie jest ojcem, Sangre.-odrzekła powoli naciskając ton na ''Nikt''-Użyłam Dotyku Hery z Watahowego Rynku.
Uspokoiłem się trochę.Nie zniósłbym faktu, iż Karudi BYŁABY w ciąży na przykład z Alastairem bądź innym młotem, który zostawiłby ją dla jakiejś innej zdziry .
Fantazjo, mogłabyś pohamować się czasami.

Rozluźniłem mięśnie i przysiadłem.Nadal jednak czułem się nieswojo.Spuściłem łeb.Myśli kłębiły mi się zupełnie gorzej niż zwykle.Sam fakt, iż Karudi była w ciąży, wszystko zmienia.
-Masz ochotę na bebeczki z herbatą owocową?-spytałem z końcu, podnosząc łeb
Chciałem zapomnieć o.. o tym.. temacie.
-...

Karudi?

Od Lessy - C.D. Alastaira

Skinęłam głową.
- Tak, tak. Też nie chcę takiej atmosfery... - dodałam jeszcze. Alastair uśmiechnął się.
- A teraz jedzmy wreszcie nasz posiłek, bo zaraz umrę z głodu! - Zaśmiał się basior, a ja mu zawtórowałam.
Sięgnęłam po swoją zieleninkę - mieszankę jadalnych roślin, ziółek i korzonków z uzupełnieniem drobnych owoców leśnych.
- Ty naprawdę przechodzisz na wegeterianizm? Przecież my jesteśmy z natury mięsożercami - powiedział Alastair. Przegryzłam to, co miałam w pysku, a potem odpowiedziałam na jego pytanie.
- Tak. Zamierzam zjeść zwierzę, jeżeli zajdzie absolutna konieczność lub nie będzie wypadało odmówienie... Na przykład podczas jakiejś... oficjalnej uczty.
Wilk przewrócił teatralnie oczami, przez co dostał owocem prosto w czoło. Zachichotałam, a Alastair przejechał łapą po czole, by zdjąć owoc, ale tylko pogorszył sprawę, bo go zgniótł.
Prychnął lekko poirytowany, przez co wywołał u mnie salwę gromkiego śmiechu.
- Zostaw to, zmyjemy potem - powiedziałam. Alaatair spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Nie będę tutaj siedział z kolorową plamą na czole! - odparł. Zdusiłam śmiech, ale uśmiechu rozbawienia nie zdążyłam ukryć.
- No to wychodzi na to, że będziemy musieli skończyć wcześniej nasz posiłek - rzekłam. Wzięłam Alastaira za łapę po czym wylecieliśmy na zewnątrz.
- Oj, chyba najbliższy zbiornik wodny jest dopiero w Zakątku Zakochanych... - udałam zmartwioną. Alastair zmierzył mnie wzrokiem i ponownie przewrócił oczami, tym razem z uśmiechem rozbawienia.
- Ej! Chcesz jeszcze czymś dostać? - zapytałam żartobliwie i puknęłam go zaczepnie w bok.

Alastair? ;3

Od Christophera

-Chris Wilde,idol wielu nastoletnich wilczyc,zrezygnowawszy z pierwszoplanowej roli w filmie "WyPaczona Miłość",zniknął ze świata sław,tworzy muzykę i wiedzie spokojne życie w jednej z tajemniczych watah.Niektórzy twierdzą,że stało się to przez pewną atrakcyjną waderę...-ze złością zamknąłem portal telewizyjny i wyszedłem z jaskini...
Tutaj nie było fanów,rodziców,producentów...nie było nic z mojego dotychczasowego życia.I dobrze,może się w końcu nauczę,jak żyć normalnie!
Niestety nie mam jeszcze żadnych przyjaciół w watasze.Ale co mi tam,na pewno ktoś mnie polubi...
Postanowiłem przejść się do lasu Rhei,gdzie mógłbym poćwiczyć nowy rodzaj piosenki.
W końcu znalazłem polanę.Wiem,mógłbym śpiewać w jaskini,w końcu i tak wszyscy wiedzą jak śpiewam,ale to,co chciałem stworzyć,było inne...nigdy nie śpiewałem takich utworów.
Skupiłem się i zacząłem nucić.Wyraźnie widziałem turkusowo-niebieskie fale uchodzące mi z pyska.
Zacząłem śpiewać,a kolor fal nasilił się:
Kiedy skończyłem,usłyszałem jakieś kroki i na polanę wyszedł...
Ktoś?

Od Lysandra - C.D. Alastaira

- Ujdzie – powiedziałem obojętnie. Popatrzył na mnie znaczącym wzrokiem. – To znaczy, TAK, ZGADZAM SIĘ! – powiedziałem nieco głośniej.
- Doskonale. Jakieś pytania?
- Ilu liczycie?
- Obecnie jest nas około 35. Wojowników siedmiu, obrońców czterech, zwiadowców piątka… Jeżeli byś się nadawał, zostałbyś jednym z tych ostatnio wymienionych. Sprawdzimy twoje zaangażowanie w życie watahy i takie tam… Mam nadzieję, że się spiszesz. A na razie, hulaj dusza, możesz spokojnie spacerować po całym naszym terytorium. Generalnie nie zapuszczaj się tylko do Zakazanego Lasu…
- Skąd będę wiedział, że to akurat ten las? – uniosłem brwi.
- Nie obawiaj się, poznasz go na pierwszy rzut oka. Jak na razie radziłbym ci również nie wpychać się na Smocze Pustkowie… Tam też może być dla ciebie nieprzyjemnie.
- Jakoś się postaram dostosować – krzywo się uśmiechnąłem.
- Mówię na poważnie. Kategorycznie musisz tego przestrzegać – rzekł z naciskiem. – A z resztą, chodź to dokładnie pokażę ci, gdzie, co i jak.
- Skoro tak… - powiedziałem niepewnie i skinąłem głową. Wyszliśmy z jaskini. Szliśmy przez chwilę w milczeniu. Bo o czym można rozmawiać? Powiedziałbyś, że jest mnóstwo tematów między wilkowych. Polowania, wojny, jedzenie… Z moim wygadaniem rozmowa i tak by się nie kleiła.
- Zaczniemy od Magicznego Drzewa. Tam odbywają się wszelkie zebrania i wygnania. Surowo zabronione jest niszczenie tego drzewa… Jesteśmy na miejscu – rzekł, po czym stanął przed owym drzewem. Było dziwne, całe różowe. I jakieś takie wygięte… Nie było też na nim żadnego ptaka, ani zwierzęcia. Bez słowa ruszyliśmy dalej. Nagle znaleźliśmy się nieopodal niewielkiego potoku. W około skały porośnięte mchem, i rozłożyste drzewa. Nieco dalej zobaczyłem wąski most. Panująca tu atmosfera była taka… magiczna? Sentymentalna? Idealistyczna?
- Romantycznie tu, prawda? – zapytał basior z rozmarzeniem. Przytaknąłem. Tego słowa mi brakowało. – To miejsce nazywają Zakątkiem Zakochanych…
- Hm. Jak ty w ogóle się nazywasz, co? – przerwałem te jego rozmyślania. To miejsce przypominało mi o Sun. Moje serce robiło się wtedy zbyt miękkie…
- Alastair – powiedział niechętnie. – Chodźmy dalej. – rzekł trzeźwo, chociaż widać było, że wolałby tu zostać dłużej.

Alastair?
Rozmarzyłeś się chyba :D

czwartek, 31 lipca 2014

Od Christophera - C.D Jessiki

-Idź z Jess,ja odstawię zemdloną i lecę do LA.Będę cię często odwiedzać,wystarczy zagwizdać-zabrzmiał mi w głowie głos Stubby'ego(skubany potrafi wysyłać i czytać w myślach)
-Zagwizdać,cały on-mruknąłem
-Słucham?-zdziwiła się Jess
-Nic nic...i jak Jess,humorek lepszy?-zapytałem z uśmiechem
-No wiesz, kategorycznie to powinnam być zła. W końcu cały świat się dowie, że jestem "fatalnym pilotem", jak to ująłeś.-zaśmiała się-Na imprezie możesz sie już wmieszać-Przewróciłem z rozbawieniem oczami
-Co tam świat,ważne że teraz będziemy mogli się widzieć,prawda?-powiedziałem,patrząc na nią niepewnie
-Ale wiesz, że ja należę do Watahy Smoczego Ognia, która zajmuje pobliskie tereny? Ty mieszkasz w Californii...-westchnęła wadera-Chyba, że... Lessa cię przyjmie! Tak, to byłoby dobre wyjście!-Zatrzymałem się gwałtownie i spojrzałem na nią.Tak,to jest myśl...
- Nie mam wielkiego wyboru-Wzruszyłem ramionami-rodzice by mnie zabili a ja chciałbym mieć też spokój od tych wszystkich sępów z aparatami!-warknąłem,tupiąc
-Od tych brukowców na pewno się uwolniłeś, ale czy od fanów...-zaśmiała się,wskazując na wrzeszczącą,kolorową wilczycę i drugą,czarną,która właśnie zatykała jej pyszczek.Westchnąłem głośno
-Wiesz,dla mnie liczy się tylko jedna fanka...-Urwałem,zręcznie prowadząc Jessikę do zakątka zakochanych
-Skąd ty wiedziałeś o tym miejscu? Należy do terenów WSO... -Zaśmiała się wilczyca i zaczęła oglądać zakątek-A tak szczerze to... sama nawet o nim nie wiedziałam.-dodała ze zdziwieniem.Wzruszyłem ramionami.
 -Przechodziłem tu,kiedy przechodziłem na przyjęcie...rany,co ja gadam!?-potrząsłem głową.Język mi się plącze jak nigdy!
-Jakie przyjęcie? Nic nie rozumiem.-zapytała Jess z uroczo przekrzywionym łebkiem
-Eee...Nie słuchaj mnie,gadam jak potłuczony przez to wszystko-powiedziałem szybko i zarumieniłem się.Wadera zmierzyła mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem
-Mnie nie oszukasz...No już, gadaj.-Zrobiłem się czerwony.Jak burak albo keczup
-No... na tą imprezę z której przed chwilą wyszliśmy...zapamiętałem obok tego zakątka i chciałem przechodzić...znaczy się na odwrót...-bełkotałem jak wariat.Na szczęście Jess tylko się zaśmiała
-Nic nie rozumiem, ale już nie będę cię męczyć. Poza tym to żadne inne słowo nie opisze tego miejsca, jak tylko... wow... -ponownie zaczęła się rozglądać,z zadowoloną miną
 -Ja znam określenia co do miejsc...ale nie przychodzi mi nic do głowy jeśli chodzi o wilka...-powiedziałem miękko i niepewnie przysunąłem siędo wadery.Na szczęście nie walnęła się, tylko znowu się uśmiechnęła
-Nie wydaje mi się. Przecież kilka dni temu mówiłeś, że jestem niesamowita i przemądrzała... O, i jeszcze, że jestem królową nieprzemyślanych decyzji! Nadal uważasz, że nie znasz żadnych określeń, jeżeli chodzi o wilki?-Zaśmiała się złośliwie-Nagle zauważa spadającą wilczycę-Widziałeś to?-zapytała.Postanowiłem zignorować pytanie
-Ale to było wcześniej-Powiedziałem niepewnie-Teraz nie umiem nawet określić co do ciebie...--urwałem
-"Co do mnie" co? Urywasz co chwilę zdanie. Chris, wstydzisz się mnie.-zachichotała rozbawiona wilczyca.Znowu się zaczerwieniłem
-Ja?Ja się nie wstydzę tylko...nie umiem tego powiedzieć-wymamrotałem
-Nie ułatwię ci tego, bo nawet nie wiem, o co chodzi...-mruknęła.Nagle wepchnęła mnie do płytkiego strumyka, który przepływał obok.Parskając,potrząsnąłem łbem,żeby wychlapać wodę z uszu-A to zemsta za to, jak wciągnąłeś mnie do tamtego bajorka. Nie dziękuj.-zaśmiała się dumnie.Parsknąłem głośno i nagle złapałem ją za łapę,pociągając na siebie
-Bum!Spadaj!-Zaśmiałem się.kiedy wilczyca wylądowała na mnie.Miała taką cudownie miękką sierść...
-Powtórka z rozrywki... -uśmiechnęła się-Tylko tym razem nie mogę powiedzieć, że pływać nie umiem. Raczej nie utopię się gdzieś, gdzie wody mam po kostki...-westchnąłem cicho
-Pewnie-powiedziałem-tym bardziej że na mnie leżysz,więc masz prawie sucho-szybko przytrzymałem jej łapy-Ale nie wstawaj jeszcze
-Nie zamierzałam..-uśmiechnęła się lekko i popatrzyła mi w oczy.Zadrżałem
-T-To świetnie...-zmrużyłem oczy z zachwytu
-Nie żeby coś, ale... wygodnie ci tak? Wiesz, tak jakby jesteś cały mokry...-zaśmiała się
-Jak chcesz to możesz ze mnie zejść-powiedziałem z żalem-ale ja się czuję wspaniale...-zamruczałem
-...
Jessica? :D 

Od Jessiki - C.D. Christophera

Przyszedł dzień powrotu do domu. Pożegnałam się z babcią i jej nowym partnerem, Howardem. Pocieszała mnie kilka chwil. Wciąż byłam smutna i zła... Ale musiałam zacisnąć zęby i iść przez życie dalej. To tylko denna miłostka, nic więcej... Nic więcej... Nic...

W domu, okolice WSO...
Szykowaliśmy się na bal. Zaproszeni byli wszyscy znajomi z naszej szkoły, jeżeli można tak to ująć. Namówiłam organizatorów, by przyjść także mogli członkowie Watahy Smoczego Ognia. Zgodzili się i przekazałam Lessie i Alastairowi tę wiadomość. Obiecali ściągnąć wilki. Siedziałam w jednym z pokoi, gdy nagle do środka wtargnęła Sara i uruchomiła dziwny portal. Chris wypowiadał się na mój temat. Powiedział, że nigdy mnie nie poznał, że mnie nie zna... Zdenerwowana pobiegłam do swojego pokoju. Dziennikarze nie znikali spod naszej siedziby. Gwiazdy może i sobie z tym radzą, ale ja nie. Wyszłam na zewnątrz. Od razu podbiegli do mnie zaciekawieni.
- Jessica! Chcemy poznać prawdę! - krzyknął jeden z nich i przystawił mi mikrofon do pyska.
- Wy nie chcecie prawdy. Chcecie sensacji. Łapiecie normalnego wilka i dorabiacie mu jakąś historię, tylko po to, by zarobić na zdjęciach i gazetach. To chore i tyle. A Christopher Wilde to świetna ofiara. Osiągnął tyle, bo ma talent. Ma to, o czym dzieciaki tylko marzą, ale przez was stracił to, co najważniejsze... - łzy popłynęły z moich oczu. - Wolność, prywatność... - szloch wydobył się z mojego gardła - ...szczerość... Więc gratuluje! Stworzyliście sobie gwiazdę! Tym samym zniszczyliście wilka! Powinniście się tego wstydzić!
- Nagrałeś to? - dziennikarz odwrócił się do wilka z kamerą. - Jessica, jeszcze jedno pytanie. Kim naprawdę jest Christopher Wilde?
- Kim on jest? - zamilkłam na chwilę. - Nie mam pojęcia. Ten Christopher Wilde, za którym tak szalejecie... Słowo daję, nigdy go nie spotkałam. I wcale nie chce spotkać...
Po tym przerwałam i wróciłam do domu. Byłam załamana. Po jakimś czasie udało mi się opanować. Zbliżał się bal...
Stanęłam w przejściu z jednego pomieszczenia do drugiego.
- Obrót... - rzuciła Sara. Miałam na sobie coś, co przypominało sukienkę. Wykonałam polecenie.
- Wiesz... to nie jest zbyt... dziewczęce... - mruknęła AJ, najlepsza przyjaciółka Sary.
- Ale wyobraź to sobie na mnie... Dziewczęce, co nie? - powiedziała moja kochaniutka siostra.
- To dlaczego sama tego nie włożysz?! - zirytowana podniosłam głos.
- Weź nie marudź. Masz, zostały tylko trzy godziny. Przebierz się. - Sara rzuciła mi inną sukienkę.
Szybko zniknęłam, by się w nią przebrać.
- Wiesz, widziałam twoją siostrą w portalu. Zachowywała się dziwnie... - mówiła AJ, nie zdając sobie sprawy z tego, że to słyszę. - Opowiadała tę głupią historię jak spotkała Christophera Wilde'a... - zakpiła.
Przeszłam obok niej, czując, jak łzy spływają mi z oczu. Wyszłam na zewnątrz i usiadłam przygnębiona.
- AJ... jesteś idiotką - rzuciła Sara. - Wynocha, ale już.
Nie dowierzając, opuściła nasz dom. Siostra stanęła obok mnie.
- Jessica... - mruknęła.
- Daj mi spokój. - odparłam, przecierając łapą pyszczek.
- Nie - zamilkła na chwilę. - Chodź ze mną na bal...
- Myślałam, że jestem głupia i żałosna. - pociągnęłam nosem.
- Wystarczy, że umiesz tańczyć... Nie jesteś. - uśmiechnęła się. - No chodź, musisz przy mnie ładnie wyglądać...
Zdziwiłam się, że potrafi być tak miła. Posłałam jej słaby uśmiech i podążyłam za nią...

Na balu...
Grała muzyka, wszystko było ustrojone.
- Ślicznie wyglądasz - rzuciła Sara, uśmiechając się. - Nie garb się.
- Wiesz, Sara, jednak jesteś dobrą siostrą...
- Ooo... - zachwyciła się na chwilę. - Udawaj, że mnie nie znasz. - z tymi słowy weszła do odpowiedniej sali.
Po chwili wtargnęłam tam również ja. Było pełno tańczących wilków. Nagle światła zgasły, by za chwilę powrócić w granatowych barwach.
- Jessica... - usłyszałam w mikrofonie.
Odwróciłam się w stronę sceny. Wilki rozstąpiły się na boki. Patrzył na mnie Christopher, we własnej osobie.
- Wtedy, w Californii, zapomniałem ci o czymś powiedzieć... - rzucił, uśmiechając się szelmowsko.
Rozejrzałam się zestresowana. Obecne wilki zrobiły tylko "uuu...". Pan Wilde po chwili zaczął śpiewać.


W pewnej chwili zszedł ze sceny i podążał w moją stronę. I kiedy stał na przeciwko mnie i odśpiewał ostatnie słowa - "What You Mean To Me", ujął moją łapę. Kiedy skończył, nastała cisza.
- Co sobie myślałeś? Że jak tu przyjdziesz to wszystko będzie w porządku? - zapytałam.
- Tak. - odparł od razu.
Spojrzałam na niego ironicznie.
- Yyy... nie? Nie. - pokiwał głową.
- No to... o co chodzi?
- Chciałem ci powiedzieć, że się myliłem. Teraz to wiem... - uśmiechnął się niepewnie.
- Nie uważasz, że już na to trochę za późno? Wszyscy tutaj myślą, że kłamałam.
Wtedy do sali wbiegli dziennikarze i podstawili mu do pyska mikrofon.
- Ale to ja kłamałem... - popatrzył na fotoreportera. Przejął od niego mikrofon i spojrzał prosto w kamerę. - Kłamałem mówiąc, że jej nie znam. Jessica może i jest fatalnym pilotem i myśli, że wie wszystko, ale jest szczera. I szaleję za nią... Jessica, tak mi przykro... - oddał mikrofon. - Wiem, że cię skrzywdziłem, ale proszę... wybacz... Wybacz mi... - patrzył mi w oczy.
Przez chwilę nawet nie drgnęłam. Nawet nie czułam, że z oczu wycieka mi strumień łez. Powoli zaczęłam kiwać głową na tak. Christopher wyglądał, jakby kamień spadł mu z serca. Reporter obok wyglądał na wzruszonego.
- Idź sobie... - Chris wygonił go.
Ten szybko pobiegł ze swoim kamerzystą. Wilde zbliżył się do mnie i wolno zaczęliśmy poruszać się w rytm muzyki. Akurat leciała melodia do wolnego. Wilk ostrożnie nachylił się, by mnie pocałować. Przymknęłam oczy, czekając na to, gdy nagle...
- Ekhem! - zastygliśmy w bezruchu.
- O, Christopher, to moja siostra Sara. Sara, poznaj Christophera Wilde'a. - zachichotałam.
Samica wyglądała na oszołomioną.
- O, Sara. Zatańczysz ze mną? - Chris wyciągnął łapę w jej stronę.
- Ehe... - jęknęła, po czym padła na plecy, mdlejąc.
Gdyby nie Stubby, runęłaby na ziemię. Ten odciągnął ją w tył, mówiąc "ja się nią zajmę". Postanowiliśmy kontynuować taniec.
- No... skoro już wszystko jasne to może chciałabyś wybrać się gdzieś ze mną? Na prawdziwą randkę? - wyszczerzył się.
- Mam się ukrywać? - uniosłam brwi, uśmiechając się.
- Nie. - odparł natychmiast.
- A ty?
- Nie.
- Hmm... no dobrze. Umówię się z tobą. - zaśmiałam się.
Nadal tańczyliśmy, a na scenę wskoczył Stubby, rapując.

Christopher? :D
No to żeśmy po filmie! Pora na naszą wersję!

Od Karudi - C.D Veyer

-To nie jest zabawne!-krzyknęła Vay-gdyby tobie zginął idol,to też byś rozpaczała!
-Eee...raczej nie-powiedziałam,jedząc jednak popcorn
-Nie?-zdziwiła się Karudi
-Moim idolem,jeśli można to tak nazwać,jest Martin Garrix.Nie,nie śpiewa-ubiegłam pytanie Ju-Tylko miksuje
-Nie słyszałam o nim-powiedziała z powątpiewaniem Vay.Machnęłam łapą i otworzyłam portal z moją muzyką,po czym puściłam Proxy:
-Eee...takie dziwne trochę-powiedziała Vay
-Niech sobie będzie,ja kocham tego typu muzykę-uśmiechnęłam się z rozmarzeniem,zamykając portal-Wracając do tematu,GRX to SZALONY wilk,który kocha robić to,co robi i nigdy by nie zniknął
-Ale mówisz że to DJ szalony-zauważył basior-więc jest duża możliwość,że zniknie...
-To nic,tworzy wszędzie,gdzie jest-odparłam-A nawet gdyby zniknął na zawsze,to jest jeszcze Borgeous,Hardway,DVBBS...
-Ale z ciebie fanka!-prychnęła Vay
-Fanka muzyki i zachowania GRX'a,a nie samego Martina-zachichotałam
-Nieważne...GDZIE JEST MÓJ WILDEEEE!-zawyła
-Błagam cię,przestań o nim nawijać!-syknął Juan,zatykając sobie uszy.Chwyciłam półpełną paczkę popcornu
-Znowu przedstawienie-zauważyłam z uśmiechem
-...
Vay?Ju? :)

Od Christophera - C.D Jessiki

Byłem załamany.Jak ja mogłem powiedzieć Jessice,że jest zwykłą wilczycą,skoro jest niezwykłą?Ona ma rację,zachowuję się jak rozpieszczone szczenię...
Kiedy tylko Jess odbiegła,chciałem pójść za nią,ale dopadli mnie...fani
-Chris,daj mi swój autograf!
-Wilde,zrób zemną zdjęcie!
-Chris,uwielbiam cię!-I tak dalej.I znów odezwała się moja pycha:nie poleciałem za Jess,tylko zacząłem rozdawać autografy i robić zdjęcia.
Potem wróciłem do domu.Zdenerwowany ojciec kazał mi iść do studia i nagrać piosenkę ("Tyle czasu cię nie było!A piosenka nie nagrana!")
W sali nagrań był Stubby.Wierny,kochany Stubby.Dałem mu znak,żeby poczekał,a potem zacząłem nagrywać piosenkę:
-Mówię ci Stub,Jessica to był ktoś-westchnąłem po skończonym nagrywaniu
-Domyślam się-przyjaciel poklepał mnie po ramieniu-Ale czemu ją tak potraktowałeś?
-Bo nie chciałem,żeby miała takie przerąbane życie jak ja!-wybuchłem-ona jest na to za dobra!Kąśliwa,odważna...piękna...takie życie jak moje by ją zniszczyło...jak mnie-dodałem z paskudnym uśmiechem
-Daj spokój...pewnie ta twoja Jess jest wyjątkowa,ale...
-TWOJA JESS?-zagrzmiało przy drzwiach i w dwóch krokach pojawiła się przy mnie...Alexis-Nie ma cię od dwóch dni,z moich urodzin uciekłeś,a teraz jeszcze słyszę,że zachwycasz się inną waderą?-krzyczała
-Alex...-zacząłem,skruszony,ale ona mi przerwała
-Żadna Alex!Jestem Alexis!Od dzisiaj z nami KONIEC!-wybiegła ze studia.Szybko pomknąłem za nią,ale przed budynkiem czekał producent filmu,w którym miałem grać
-Chodź ze mną-powiedział z marsową miną.Poszedłem za nim do jego biura
-Christopher,ta dziewczyna...
-Jaka dziewczyna?-przerwałem mu ze zdziwieniem
-Dziewczyna ze zdjęć-jednym ruchem włączył portal telewizyjny,na którym widniał pysk Jess
-...piękną waderę widziano w towarzystwie idola wielu wilków,sławnego Chrisa Wilde.Dziennikarz,który zrobił zdjęcie,mówi,że i dziewczyna,i Wilde wyglądali na zdenerwowanych.Media twierdzą...-Ferrrezo(ten reżyser) wyłączył portal
-Razem z twoimi menedżerami doszliśmy do wniosku,że jeśli chcesz wystąpić w tym filmie,to musisz powiedzieć mediom,że nic cię nie łączy z tą wilczycą...zgadzasz się?-zamurowało mnie.Ja mam powiedzieć że między mną a Jess nic nie ma i nie było?Najpierw chciałem powiedzieć nie,ale w końcu się zgodziłem
---później---
-Panie Wilde-powiedział dziennikarz podczas konferencji-Niedawno świat obiegły pana zdjęcia z atrakcyjną wilczycą.Wszyscy wiemy,że spotyka się pan z Alexis Bender.Jak to jest?-zapytał z miną rasowego tropiciela.Zawahałem się.Jess bardzo mi się spodobała i ciężko mi było bez niej żyć.Mój wzrok skrzyżował się z wzrokiem Stubby'ego,który pokręcił niedostrzegalnie głową.Skrzywiłem się a potem powiedziałem do mikrofonu
-Mój związek z Alexis zakończył się-podniosłem rękę,żeby uciszyć potok pytań-Ale zapewniam was,że nie miało to nic wspólnego z ową waderą.Nic-powiedziałem z naciskiem-NIC nie łączy mnie z dziewczyną ze zdjęć.Do widzenia-szybko zszedłem ze sceny,zaciskając pazury z wściekłości.Pobiegłem do parku,gdzie,schowany pod czapką od Jess,miałem chwilę spokoju.Siedziałem na trawie,a słone łzy(nie cierpię płakać!) skapywały mi z pyska
-Jesteś z siebie zadowolony?-usłyszałem nagle nad sobą zimny głos Stubby'ego
-Nie-szepnąłem
-Słucham?Nie dosłyszałem...
-NIE!-wrzasnąłem na cały głos.na pysku basiora odmalowała się ponura satysfakcja
-No właśnie.I ja powiem ci co teraz zrobić gwiazdeczko-syknął-zwolnij staruszków,pozbądź się pracy w filmie i biegnij,biegnij do swojej Jess!
-Słucham?-zdrętwiałem
-Koleś,posłuchaj:jestem twoim przyjacielem i daję ci taką radę:kochaj by żyć i żyj,żeby kochać.Jeśli chcesz odzyskać Jess,to musisz zrobić,to,co ci powiedziałem.Więc jak,jedziemy?-spojrzał mi głęboko w oczy
---wieczorem---
Z ciężkim sercem siedziałem obok Stubby'ego na dachu samochodu.Wymówiłem pracę w filmie i zwolniłem własnych rodziców.Z obu stron fala krytyki,fani i dziennikarze też nie byli zachwyceni moim nagłym zniknięciem ale szczerze?Miałem to gdzieś.Liczyło się teraz jedno:razem ze Stubby'm trzeba było odnaleźć Jess,przeprosić ją i powiedzieć co czuję...
Jess?Co u ciebie?