wtorek, 22 lipca 2014

Od Lessy - C.D. Alastaira

Spojrzałam na basiora z czułością.
- Ty byłaś moim marzeniem - szepnął mi do ucha.
- A ty moim - odszepnęłam. - To musisz sobie znaleźć inne marzenie. Spełnisz jedno, znajdujesz kolejne, by i je móc spełnić.
- Chyba już niczego do szczęścia mi nie potrzeba.
- A szczeniak? - wypaliłam i natychmiast mój pysk pokrył rumieniec.
- Szczeniak? Byłbym beznadziejnym ojcem.
- Oj, przesadzasz... Prędzej ja byłabym okropną matką...
- Jesteś Matką Smoków.
- No niby tak, ale smoki to co innego... To, że umiem zapanować nad smokami i pomogłam na nowo odrodzić ich rasę, nie oznacza, że poradziłabym sobie z małym wilkiem...
- Smoka czasami trudniej wychować.
- Ale smoki są bardziej samodzielne - odparowałam.
- I tak będziesz idealną matką dla szczeniaka. I to skrzydlatego.
- Co? Skąd wiesz? - spytałam zdziwiona. Alastair wyglądał, jakby zobaczył ducha.
- Nie, ja nic nie mówiłem...
Zaśmiałam się.
- Nieważne. No a twoja blizna? - podjęłam dalszy temat.
- Co z moją blizną?
- Chyba znam sposób, jak się jej pozbyć. Będzie to trochę skomplikowane, bo nie zajmowałam się specjalnie manipulowaniem ciała, że tak się wyrażę. Oczywiście chodzi mi tu o zastosowanie magii. Ale mogłabym spróbować. To tylko kwestia ułożenia odpowiedniej frazy, a co do tego naradzę się z Vane. Może się udać.

Alastair? ;)

niedziela, 20 lipca 2014

Od Amy - Jak dołączyłam?

Pewnie jesteście lub też nie jesteście jak dołączyłam do watahy Smoczego Ognia. Opowiem wam tą dziwną jak i zarazem skomplikowaną Historię.
Nazywam się Amy, ale to już wiecie urodziłam się w rodzie Asakura, moi rodzice byli parą Alfa. Kiedy tylko skończyłam rok szkoliłam się na przywódczyni, miałam siostrę w tym samym wieku co ja na imię jej było Rose. Rodzice mieli dylemat kogo wybrać na przyszła samice Alfa, ale koniec końców wybrali mnie.Nie byłam tym wyborem zachwycona ponieważ nie nadawałam się na władczynię, Roza byłaby o wiele lepszą Alfą niż ja... No ale trudno stało się czasu nie cofniesz, Tego dnia kiedy miałam zostać przywódczynią było gorące, letnie południe. Cała zwierzyna  zamieszkująca naszą majestatyczną i malowniczą krainę zbierała się do wyjścia ku wodopojowi, aby zaspokoić swoje pragnienie. Ogólnie bardzo kochaliśmy miejsce naszego zamieszkania. Zero ingerencji człowieka, natura miała tutaj pierwsze i ostatnie zdanie. Wszędzie, gdzie dało się rzucić okiem, widoczne były liczne odmiany krzaków, traw a nawet drzew, które stanowiły nieodzowny element tego zadziwiającego pięknem krajobrazu oraz świadczyły o regionie, w którym właśnie się znajdowaliśmy. Tego dnia słońce leniwie rzucało swe gorące promienie na ziemię i żadna, nawet najmniejsza chmurka nie miała ochoty pojawić się na niebie i mu w tym przeszkodzić. Wszystko owiane było harmonią i nutką tajemniczości, bo należy wspomnieć, że żaden mieszkaniec naszej krainy w ciągu swojego życia nie był w stanie odwiedzić każdego jej zakątku. Dlatego też pozostawała ona do końca przez nas nie zbadana. Pobliskimi rzeczkami, które prowadziły do głównego wodopoju (były one bowiem zbyt małe, na pojenie tak dużej ilości stworzeń) płynęła krystalicznie czysta woda. Wodopój, o którym wspomniałam już dwa razy to jeden z najbardziej istotnych elementów naszego życia. Codzienne wędrówki do niego integrowały nas ze sobą i pozwalały nawiązywać nowe znajomości. Ciągle ten widok zapierał mi dech w piersiach, niestety musiałam już wracać do siebie, nie mogłam się spóźnić na ceremonie.Kiedy dotarłam na skałę Narad doznałam szoku, wszędzie było pełno krwi oraz skąpanej w niej kawałki sierści. Zajęło mi to dłuższą sekundę zanim doszłam do siebie, obróciłam się chciałam już biec po pomoc, ale drogę zastąpił mi basior był czarny jak smoła wyszczerzył kły, zaraz obok mnie pojawiło się więcej wilków. Rzucili się na mnie bez powodu zaczęli mnie gryźć i drapać, ledwo udało mi się wywinąć a co dopiero uciec. Moja rodzina prawdopodobnie nie żyła albo garstka uciekła w porę, błąkałam się po terenach innych watah aż w końcu znalazłam tą jedyną w której mogłam być przyjęta. Wataha Smoczego ognia dała mi dom i nową nadzieję na lepsze życie.

Nowa wadera - Amy!

Amy
Szaman; 3 lata

Od Alastaira - C.D. Lessy

Patrzyłem na nią chwile niezrozumiale, ale potem mój pysk rozjaśnił szeroki uśmiech. Podleciałem do wadery i chwyciłem jej łapy, spoglądając w oczy. Przytuliłem ją mocno.
- Przecież to nie jest powód do przeprosin - szepnąłem jej do ucha. Odsunąłem się i znów wpatrzyłem w jej wielkie ślepia. - Nie miałem prawa zmuszać cię do żadnych niepożądanych uczuć. Nikt nie miał. To nic, że mnie raniłaś. Przecież nie zawsze dostajemy to, czego chcemy, czyż nie? - pogładziłem ją łapą po policzku. - Nie zadręczaj się tym już. Lećmy na zabawę i bawmy się przednio. Zgoda? - wyszczerzyłem kły.
- Zgoda. - odparła, uśmiechając się lekko.
Szybko znaleźliśmy się na miejscu. W środku było duszno, więc zatrzymałem się gwałtownie przed wejściem. Wilczyca popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Trochę tam... ciasno - wybąkałem. - Możemy posiedzieć tutaj chwilkę? Sami... - ostatnie dodałem nieco ciszej. - A już najlepiej to na dachu jaskini.
- Czemu nie. - zachichotała.
Wzbiłem się w powietrze, chwytając jej łapę i pociągając za sobą. Gdy tylko ulecieliśmy nad korony drzew, do moich płuc wdarło się świeże i rześkie powietrze, momentalnie dając upragniony chłód organizmowi. Odetchnąłem, przymykając na moment oczy. Potem dwoma mocnymi machnięciami znalazłem się na "dachu". Usiadłem na chłodnym, kamiennym podłożu. Parę sekund później obok mnie znalazła się Less. Owinąłem wokół niej moje skrzydło. Ta oparła głowę na mym ramieniu, wzdychając. Wpatrywałem się w różnorodne gwiazdozbiory, przechylając łeb na różne strony. Udało mi się jedynie rozpoznać Mały i Wielki Wóz. Żaden inny nie rzucał się w oczy. Zamyśliłem się. Nagle granatowe sklepienie przecięła spora spadająca gwiazda. Pojawiła się tylko na chwilę, by potem wtórnie zostać pochłoniętą przez noc.
- Pomyśl życzenie. - szepnąłem do ucha wilczycy, usadawiając moją łapę na jej.
Przymknęła na moment oczy, a potem otworzyła je. W ślepiach Lessy odbijały się setki gwiazd widniejących na niebie.
- A ty? - wyrwał mnie jej delikatny głos. Zwróciłem wzrok ku niej. - Pomyślałeś życzenie?
- Nie potrzebuję niczego. Już wszystkie moje marzenia się spełniły. - ująłem z ogromną delikatnością jej łapę i nachyliłem się do niej, składając na jej policzku delikatny pocałunek.

Lesso? ;3

piątek, 18 lipca 2014

Od Cellan- C.D. Arno

- Jest piękny!- westchnęłam, rozmarzona, wpatrując się w bordowy kwiatek i zieloną, rozdwojoną łodyżkę, tworzącą cieniutki sznureczek.- Dziękuję.
Ostatnie słowo wypowiedziałam cicho, z ledwo zauważalnym wzruszeniem. Pierwszy raz dostałam coś od kogoś.
- No problem, signora. A teraz chodźmy. -uśmiechnął się szelmowsko basior po czym na chwilę owinął swój ogon wokół mojego i ruszył przed siebie. Patrzyłam  na niego chwilę, po czym dogoniłam.
[...] Potańcówka mieściła się w dużej, obszernej jaskini, mieszczącej w sobie parkiet, scenę i barek. Było tam duszno i gorąco, a w uszach dudniła głośna muzyka.Gdy tylko poczułam na sobie uderzenie gorąca po wejściu do środka, gwałtownie cofnęłam głowę, nieprzyzwyczajona.
- Co się stało?- spytał troskliwie Arno, łapiąc mnie za łapę, lecz po chwili puszczając.
Skuliłam nieco uszy, zdezorientowana.
- Tam jest... dziwnie.- powiedziałam, cicho wzdychając.
- Dlaczego?- spytał zdziwiony- Jak na każdej imprezie w tym stylu.- dodał po chwili, wzruszając ramionami.
Na te słowa podkuliłam ogon i zgarbiłam się, zawstydzona.
- Ale ja nigdy nie byłam na żadnej... imprezie.
Po chwili ciszy basior bez słowa ujął moją łapę, ponownie, po czym delikatnie pociągnął w stronę jaskini. Zacisnęłam mocno zęby i odetchnęłam, po czym ruszyłam za nim. W środku panował powszechny gwar i chaos. Dreptałam obok Arno, kurczowo trzymając go za łapę. Mój oddech mimowolnie przyśpieszył, na szczęście basior jakby czytając w moich myślach, pociągnął mnie do barku. Popatrzyłam na niego z wdzięcznością i czując, jak drżą mi łapy, usiadłam na wysokim krzesełku. Po chwili podszedł do nas Bran, robiący za barmana.
- Ciao, Bran. Kawałek sernika i dwa 'Kamikadze', per favore.
- Już się robi.- odparł potężny wilk i odszedł, pośpiesznym krokiem.
- Kamikadze?- spojrzałam na wilka tajemniczo.
- Sok z owocu granatu, z dodatkiem włoskiego wina.- odparł z rozmarzeniem Arno.- Można by rzec, smak który przypomina mi moją wczesną młodość...
Na te słowa mój pysk pojaśniał nieco. Ale sielankę przerwał Bran, niosący tacę z kawałkiem sernika i dwoma, niebieskimi drinkami. Postawił ją szybko na stole i odszedł.
Na widok okazałego kawałka sernika oblizałam się, nagle rozweselona.
***
Po posiłku poczułam się trochę lepiej, a po słodkim napoju nerwy ustąpiły kompletnie. Jak zwykle, Arno gdzieś znikł, więc zaczęłam obserwować pozostałych, tańczących na parkiecie. Heh, no cóż, widać było kilka flirtujących par... Jedna nawet umknęła i zniknęła na zapleczu, zapewne należącego do DJ'a. Nagle z zamyślenia wyrwał mnie głęboki, szarmancki głos.
- Signorina?- zapytał Arno, wyciągając eleganckim ruchem łapę w moją stronę.
Zarumieniłam się i podałam mu swoją łapę, jednak nie wstałam.
- Wiesz... Nie umiem tańczyć.- wypaliłam cicho, zażenowana.

Arno? :3

Od Lessy - C.D. Alastaira

Gdy przeczytałam to, co było tam napisane, spojrzałam na Alastaira. Uśmiechnęłam się. Jejku, był taki kochany!
- Naprawdę tak o mnie wtedy myślałeś? - spytałam, na co basior tylko skinął głową. To było... tak wcześnie...
- Naprawdę, naprawdę. Właśnie wtedy zrozumiałem to... to wszystko. - Uśmiechnął się lekko. Ja również. I tak uśmiechnięci staliśmy, patrzyliśmy sobie w oczy i czuliśmy, jakby reszta świata poza nami nie istniała.
W pewnym momencie wyrwał nas jakiś odgłos niezadowolonego mruknięcia. Drgnęłam i obejrzałam się. To był Firnen z irytacją patrzący na nas.
~ Opuściliście już potańcówkę? - przesłał.
- Ach, no tak! Mogą się zdziwić, że nas tak długo nie ma... - zaczął Alastair.
- Przed plotkami nie uciekniesz. Ale rzeczywiście powinniśmy już wracać...
Oddałam kartkę Alastairowi, który schował ją na miejsce i już po chwili lecieliśmy. Niedaleko od miejsca potańcówki zatrzymałam się w locie.
- O co chodzi? - spytał basior, spoglądając na mnie.
- Alastair ja... - zacięłam się.
- Ty co...?
- Ja... chciałam cię przeprosić... bo... jak ty już coś do mnie czułeś, ja... byłam zupełnie nieczuła. Nie dostrzegałam tego i musiałam cię zranić... Pewnie trochę się przeze mnie nacierpiałeś... Przepraszam...

Alastair? ;D

Od Alastaira - C.D. Lessy

Nie wiedziałem, co jej odpowiedzieć. Bałem się, że źle dobiorę słowa i źle zrozumie mój, swego rodzaju, plan. Wziąłem głęboki wdech i popatrzyłem na wilczycę z delikatnym uśmiechem.
- Ze mną to było tak, że... poczułem coś raczej wcześniej niż ty. Niby mieliśmy się tylko przyjaźnić, ale... niektóre uczucia zbytnio się u mnie rozwinęły. Chyba rozumiesz, co mam na myśli? No, a z Karudi... kręciłem bo... - mój pysk zaszedł rumieńcem, a Lessa pochyliła się delikatnie do przodu, oczekując, bym dalej mówił. - Ugh... - mruknąłem. - Po prostu chciałem doprowadzić do tego, żebyś ty... była... zazdrosna... - spuściłem wzrok.
- Co? - jakby nie dowierzała. Wbiła we mnie zdziwiony wzrok.
- To głupie, ale nie potrafiłem opanować swojej zazdrości o Brana. Myślałem, że wolisz jego... - westchnąłem. - Wybacz, to raczej nie było dobre posunięcie. A i, szczerze powiedziawszy, wątpiłem w powodzenie tego "planu". Bo niby czemu Alfa miałaby być zazdrosna o kogoś takiego jak ja? - przewróciłem oczami rozbawiony. - Mam nadzieję, że się za to nie gniewasz. - zaśmiałem się nerwowo.
- Oh, Alastairze... - pokręciła głową przecząco, zdziwiona moimi pomysłami. Zaraz też uśmiechnęła się szeroko. - Cóż, nie powiem, ale... chyba ci się udało. Mógłbyś mi przy okazji powiedzieć od kiedy... no wiesz... Czekaj, wróć. Źle. Chcę się dowiedzieć, w którym momencie poczułeś do mnie coś więcej. O, w tym sensie. - zachichotała.
- Hmm... - mruknąłem, sięgając pamięcią wstecz. - Czekaj... pamiętasz walkę z urgalami? I tego twojego brata, zdrajcę?
- Ehem - odpowiedź brzmiała krótko. - I co z tym?
- Już chwilę po tych wydarzeniach... - rozmarzyłem się momentalnie. - W jaskini mam kartkę, na której to zapisałem. Chodź, podlecimy do niej. To blisko. Zobaczysz...
Momentalnie wzbiliśmy się w powietrze i dotarliśmy na miejsce po zaledwie dwóch minutach. W wielkiej skrzyni znalazłem pognieciony papier. Rozwinąłem go i wyszczerzyłem się. Znalazłem. Podałem jej go. Zamieszczony był na niej opis Lessy, i krótki "komentarz" ode mnie, którą widziałem w tamtej chwili i w której się zakochałem.

Blask płomieni odbijał się od sylwetki wadery, dodając poszczególnym elementom jej ciała cienie, jak i również tajemniczości zmieszanej z ogromną pewnością siebie. Wiatr delikatnie szarpał jej futrem. Wpatrzyłem się w nią niczym w obraz. Czułem, jakby czas zatrzymał się. Wydawała mi się teraz taka piękna...


Lesso? :D

Od Arno

Nadszedł ten czas. Musiałem w końcu porozmawiać z Lessą o tym, że jestem jej bratem. Nie mogłem dłużej żyć w kłamstwie i utrzymywać Lessę w tej nieświadomości. Wyszedłem ze swojej jaskini. Nie wiedziałem dokładnie, gdzie znajdę swoją siostrę. Skierowałem się wpierw do jej jaskini, a że jej nie było - na Smocze Skały. Jednak tam też jej nie znalazłem. Westchnąłem i otworzyłem swój umysł. Natrafiłem na pełno różnych stworzeń. Od małych owadów, przez ryby, po większe ssaki, czy nawet gdzieś w oddali smoki. W końcu wychwyciłem Lessę. Była w towarzystwie jakiegoś basiora.
Udałem się w kierunku jeziorka, na bregu którego siedzieli. Oboje przytuleni. Postanowiłem nie wnikać, po prostu podszedłem. Lessa oderwała się od tamtego basiora. Jak on miał? Ach, Alastair!
- O, witaj Arno - przywitała się ciepło wadera.
- Benvenuti - odpowiedziałem. - Mógłbym z tobą porozmawiać? - skierowałem pytanie do Lessy.
- Oczywiście.
- W cztery oczy - dodałem, patrząc wymownie na. Alastaira.
- Ja i Lessa nie mamy przed sobą tajemnic - odparł. Wadera spojrzała na niego.
- Alastair, proszę... - powiedziała i basior niechętnie ustąpił. Odszedł.
- O co chodzi?
- Lesso... Już dawno chciałem ci to powiedzieć, ale... nie znalazłem odpowiedniej chwili... Jestem...
- Moim bratem? - spytała Lessa z uśmiechem. Spojrzałem na nią szczerze zdziwiony.
- Jak się dowiedziałaś?
Wadera zaśmiała się delikatnie.
- Podejrzewałam, ale nie byłam pewna w stu procentach. Teraz już wiem. - Uśmiechnęła się.
- Nawet nie wiesz, jak się cieszę! - dodała po chwili i przytuliła mnie. Również objąłem ją mocno. 
- Ja również - wyszeptałem.
- Jak to się stało, że byłeś na drugim końcu świata? Tak daleko...
- Myślę, że kiedy indziej przyjdzie czas na wyjaśnienia i rodzinne wspomnienia. Twój... przyjaciel na ciebie czeka. - Uśmiechnąłem się znacząco i odszedłem. Pierwszy raz od dłuższego czasu byłem naprawdę szczęśliwy!

Od Lessy - C.D. Alastaira

Spojrzałam w ziemię pod swoimi łapami i zaczęłam pazurem kreślić przeróżne esy-floresy.
- Bran to mój przyjaciel. Bardzo go lubię, ale to nie jest nic więcej. Zupełnie nic. Możliwe, że w pewnym momencie oboje byliśmy w sobie zauroczeni, ale to nigdy nie przeszło w zakochanie. Uczucie do kogoś innego było silniejsze. - Uśmiechnęłam się, Alastair również.
- A jak to właściwie było? - zapytał.
- Co? Z kim? - Oderwałam wzrok od swojego dzieła artystycznego.
- No... ze mną...
- Z tobą? - Zamyśliłam się, powracając do rysowania. - W sumie to nie wiem... Ja z początku bałam się zakochać. Wyrzucałam z siebie uczucie miłości. Ale tylko tej partnerskiej. I też nie wiedziałam, że jakieś uczucie do ciebie u mnie... kiełkuje. Byłeś przyjacielem i tyle. Ale gdy zauważyłam ciebie i Karudi w... dość bliższej sytuacji... poczułam takie palące uczucie. Zrozumiałam wtedy, że nie jesteś tylko przyjacielem. A jeszcze ten pocałunek... No i resztę już znasz. A ty? - spytałam, spoglądając na niego znad rysunku.

Alastair? :p
Czas wyznań nadszedł :p

czwartek, 17 lipca 2014

Od Alastaira - C.D. Lessy

Moją duszę przepełniło szczęście. Miałem ogromną ochotę wręcz wykrzyczeć swą radość, ale raczej nie byłoby to odpowiednie zachowanie. Fakt, faktem... utuliłem ją roześmiany i przez resztę czasu szczerzyłem się. Nie zapowiadało się, by ktoś lub coś zniszczyło mój dzisiejszy humor.
- Może i coś to udowodniło - zaśmiałem się. - Ale wiesz... trzeba trzymać się tradycji. Inaczej mówiąc, zwyczajniej chciałem już zapieczętować to czy coś. - ukazałem swoje kły w szerokim uśmiechu.
- Tak przy okazji, to wstrzymajmy się z ogłoszeniem tego reszcie członków - rzuciła, również wyglądając na szczęśliwą. - Jeżeli wszyscy już się dowiedzą, nie będziemy mieli już dla siebie czasu. Po prostu nacieszmy się sobą jakiś czas, a potem zwołamy zebranie. Chyba nie masz nic przeciwko? - zobaczyłem błysk w jej ślepiach.
- Oczywiście, jak mógłbym ci się sprzeciwić... - zachichotałem. - I to całkiem dobry pomysł. Tylko trzeba się pilnować i trzymać jęzor za zębami... Tyle, że coś między nami jest... niech sobie wiedzą. Ale o związku nie. Nieźle kombinujesz. - uśmiechnąłem się łobuzersko.
- Widzisz, mam najlepszego nauczyciela przekrętów - zachichotała. - A teraz chciałabym poznać odpowiedź na pewne pytanie. Czy ciebie i Karudi... z początku coś łączyło? Bo słyszałam, że byliście na randce. - wpatrywała się w moje ślepia z uporem.
- Nie, nigdy nic mnie z nią nie łączyło - odpowiedziałem krótko, acz szczerze. - Wciąż kochałem tylko jedną - tutaj ująłem delikatnie jej łapę. - I nigdy nie śmiałbym zakochać się w innej, nawet gdyby ta jedyna odrzuciła moje uczucia. Wiesz... ona jest taka cudna, mądra i odważna... Polubiłabyś.
Uśmiech na jej pyszczku poszerzał się za każdym moim słowem. Widocznie takiej odpowiedzi oczekiwała.
- A ty i Bran? - uniosłem lewą brew.

Lesso? :D