środa, 27 sierpnia 2014

Od Karudi - C.D Alastaira

Nie wiem co to był za napój,ale bardzo mi smakował,szczególnie te dziwne bąbelki syczące mi w pysku
-Jakie to dobre!-powiedziałam,wypuszczając bąbelki nosem.Alastair wybuchnął głośnym śmiechem a ja po chwili do niego dołączyłam.
Nagle jęknęłam z bólu.Medyk natychmiast do mnie podszedł
-Co się stało?Boli?-zapytał z niepokojem.Nawet nie mogłam się odezwać,zacisnęłam tylko zęby i skuliłam się.Jak przez mglę słyszałam głos Alfy:
-Leż spokojnie,zaraz cię uśpię i nie będziesz nic czuła...-reszta słów zniknęła w gęstej ciemności...
Obudziłam się,sądząc po słońcu,parę godzin później.Jak na razie nic mnie nie bolało,co było dziwne.Obok mojego posłania stał Alastair,szczerzący się od ucha do ucha
-Witam szczęśliwą mamusię-zażartował.Wybałuszyłam oczy
-Słucham?-nie odpowiadając,Alastair podszedł do drugiego posłania,mniejszego i wyciągnął z niego...szczeniaczka:
Gift - Ayoko by Reneah 
-Poznaj swoją córeczkę-powiedział z uśmiechem i podał mi maluszka.Wzięłam ją i obwąchałam dokładnie.Szczeniaczek!Wreszcie ktoś,kogo będę mogła kochać bez przeszkód
-Jest śliczna-powiedziałam z zachwytem-ale dlaczego ma takie dziwaczne oczy?-suczka,nie mogąc znaleźć nic do jedzenia,zapiszczała,a oczy zmieniły kolor na granatowy
-Wygląda na to że to jej zdolność to zmiana koloru oczu,kiedy zmienia charakter.Granatowy to chyba głód-zaśmiał się.Obróciłam się ostrożnie bokiem,żeby suczka mogła się najeść-Na co dzień będzie miała oczy heterochromiczne,czyli dwukolorowe...jak ją nazwiesz?
-Hmmm...myślałam nad Azzai-zaryzykowałam.Alfa uśmiechnął się
-Niezły pomysł.Słuchaj,czy ty dalej...-zaczął,ale przerwałam mu
-Wiesz,dzięki ci za pomoc i w ogóle,ale muszę już iść-Jednym gwizdnięciem przywołałam zaniepokojonego smoka-Tunio,zanieś mnie i ZaZę do domu
-Według mnie powinnaś spędzić jeszcze jedną noc w szpitalu-powiedział Medyk
-Naprawdę,nic mi nie będzie-uśmiechnęłam się do Alastaira
-No dobrze,ale przez parę dni leż spokojnie,dobrze?
-W porządku...odwiedzisz mnie czasem?-zapytałam,owijając baraszkującego szczeniaczka w koc
-...
Alastair?

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Od Sangre - Quest 3. ''Zadanie szpiega''

Wylądowałem gładko na łące z mleczami.Zmęczony po długim locie opadłem na plecy.Zwinąłem skrzydła, aby sobie odpoczęły.Księżyc i lekki wiatr muskały mi sierść.Było wspaniale.Zamknąłem oczy i powoli zacząłem wdychać świeże powietrze.Taka cisza i spokój..Jednak kiedy ponownie je otworzyłem nade mną stał ciemny kocur.Był bardzo dziwny - nie miał sierści, lecz skórę powleczoną zmarszczkami.Jego uszy były obgryzione, w dodatku posiadał również grube kozie rogi.Najbardziej przerażały, a zarazem dziwiły mnie jego oczy - puste, oślepiająco białe oczodoły z małą, wąską kreską schodzącą od góry do środka, ledwie widoczną.
http://fc04.deviantart.net/fs71/i/2014/197/7/9/bad_dream_by_za_akranoia-d7qxrnz.png
-Witaj Sangre.Jestem ostatnim kotem z rodu Belongów.Mój ród od tysięcy lat zamieszkuje lasy Rhei.Żyliśmy w spokoju, nie nękani przez nikogo.Jednakże dziś nocy ktoś nasz spokój zakłócił.Przyszedłem tu, do Ciebie, abyś odnalazł istotę i uwolnił od nas brzemię, jakie postawiła nam na drodze.  
-Dobrze, ale.. kogo mam właściwie szukać?
-Szukaj śmierci w życiu..-szepnął, po czym rozpłynął się w powietrzu
Próbowałem złapać kota łapami.Na darmo.Przepadł jak kamień w wodzie.
-No dobra Płomienny.Idziemy do lasu Rhei.
Przeciągnąłem wszystkie kości i ruszyłem w drogę.Las Rhei dziś w nocy błyszczał wyjątkowo jasno.Rozglądałem się dookoła, aż w końcu dotarłem na polankę.
-Halo?-zawołałem w ciemność, głos odbijał się echem od pni drzew i wędrował daleko stąd.Nagle przede mną przemknął jakiś cień.Obróciłem się napięcie o 180 stopni.
-Pokaż się tchórzu!-warknąłem w ciemność, zrobiłem pozę gotową do walki
Wtedy zalał mnie cień, a głuchą ciszę wypełnił przerażający charkot.Podniosłem głowę do góry.Nie!To niemożliwe!Rozdziawiłem szeroko oczy i otworzyłem pysk.To był..Famine dog.To niego koty tak bardzo się bały.
-Czemu zakłócasz mój spokój śmiertelniku?!-rozdziawiło paszczę, by pokazać mi swoje długie i ostre jak brzytwa kły.
Najpierw ustałem przed trupem, potem zacząłem mówić.Utrudniało mi to, że był z jakieś pięć czy dziesięć razy większy ode mnie, więc aby spojrzeć mu w oczy musiałem bardzo wysoko zadzierać głowę.W końcu poddałem się i rozłożyłem skrzydła.Podleciałem trochę wyżej.No, tak lepiej.
-No więc ktoś mi się poskarżył, że zakłócasz ich spokój..-nie chciałem wypowiadać przy nim słowa ''koty''
Zarechotał gardłowo.Przeszły mnie ciarki.
-Już nawet domyślam się kto.-spojrzał na mnie uważnie-Jesteś z rodziny psowatych Ognisty wilku, więc jak śmiesz zadawać się z kotami?!
-Em..-nie wiedziałem co powiedzieć-Tak właściwie, to się z nimi nie zadaje, o Życiu w Śmierci.Staram się tylko zachować równowagę..Twoje miejsce jest w Zakazanym Lesie, nie w Lesie Rhei.
Warknął.
-Skoro koty przeniosły się trzy tysiące lat temu tutaj, to my też możemy!
-Przeniosły?-zdziwiłem się-Ciekawe przed kim..-mruknąłem
-Nie próbuj mnie obrażać Skrzydlaty!-podniósł głos-Mogę mieszkać, gdzie tylko chcę!
Zastanowiłem się chwilę.
-A nie zrażają cię te nadmierne światła?-poniosłem brew-Zakazany Las to miejsce wprost idealne.Masz tam rodzinę, na pewno jesteś też kimś ważnym..
Widać, zbiłem go trochę z pantałyku.
-E..No tak.Miałem tam rodzinę.Moi rodzice byli nawet Przywódcami.
-W takim razie szukaj szczęścia tam!
-Jestem młodym Famine, chcę przygód wilku!
-Ale nawet najstarszy ze zwierząt w ZL nie zna wszystkim jego sekretów.A to akurat doskonałe miejsce, by młody Death Dog poznał swoją ojczyznę.
Spuścił łeb.
-Już się wynoszę!-burknął
Zwierzę zawróciło i rozpłynęło się jak cień.Błyskawicznie zaczął podróżować z jednego drzewa do drugiego, byleby uwolnić się od natarczywości tych świateł.
A ja, zadowolony opuściłem się na ziemię.Nucąc jakąś piosenkę pod nosem ruszyłem powoli ku mej jaskini..

[Wybieram Łzy Łysy]
                         

środa, 20 sierpnia 2014

Od Lysandra - C.D. Alastaira

Dokładnie nie wiedziałem, co będę musiał robić, ale wiedziałem, że mam spore szanse zostać dobrym zwiadowcą. To nie mogło być nic trudnego. Prawda?
- Gotowy? - skinąłem głową, więc basior zaczął. - Jakie predyspozycje powinien mieć właściwy zwiadowca? - zapytał mnie.
- Być szybki... - zacząłem.
- Dlaczego? - wciął mi się w zdanie.
- ...żeby zdążył obejść cały swój przydział. Zwinny, aby łatwo pokonywał napotkałe na swej drodze przeszkody. Silny, aby mógł zatrzymać wroga na linii terytorium. Spostrzegawczy, aby zauważyć coś niepokojącego. Bystry, aby prędko rozpoznał, czy nieznajomy jest wrogiem, czy zabłąkanym przechodniem... - wyliczałem. Nie miałem więcej pomysłów. - Oraz musi umieć walczyć, w razie, gdyby samo zatrzymanie przeciwnika nie wystarczyło.
- Dobrze... - mruknął basior z uśmiechem. - Czy pełniłeś kiedykolwiek to stanowisko?
- Byłem zwiadowcą i wojownikiem w starej watasze. Dwa lata.
- Znakomicie. Czy sumiennie wywiązywałbyś się z obowiązków zwiadowcy? Codziennie, przynajmniej przez dwie godziny, rano i wieczorem lub częściej patrolowałbyś swój przydział?
- Oczywiście. Ale... czy tyle wystarczy? A po południem i nocą? - zapytałem. W starej watasze, pół dnia i nocy spędzałem chodząc tam i z powrotem.
- Mamy wystarczająco zwiadowców, aby chodzili na zmianę. Jaki teren najbardziej by cię interesował?
- Wodopój - odrzekłem. Było to przyjemne miejsce, które chłodziłoby mnie w parne dni i zapewniało wodę. - Mogłoby być także Magiczne Drzewo.
- Zakątek Zakochanych? - zapytał Alastair. Niezbyt podobało mi się gapienie na słodkie pary, ale tam również płynął mały potok.
- Może być.
- W takim razie przejdźmy do praktyki. Sprawdzimy wszystkie te cechy, które wymieniłeś. Na początek może szybkość... - uśmiechnął się. Matko. Z tym było u mnie trochę słabo. Kiedy ostatnio biegłem, skończyło się, że Alastair musiał mnie ratować w swojej jaskini...


Alastair?
Jak mi poszło? ;P

Od Atuahy - C.D. Juana

- Hej.
- Hej! To dokąd chciałeś iść? Zaraz! To ja chciałam...! - powiedziałam i pobiegłam, zanim Juan zdążył coś powiedzieć. Biegliśmy ścieżką obok Lasu Rhei, Jeziora Tajemnic i Smoczych Skał. Dopiero tam zatrzymałam się zdyszana, czekając na dobiegającego basiora. Staliśmy z wywieszonymi jęzorami. Wreszcie wydyszałam:
- Veyer.. Nadal.. Sprząta?
- Tak... Myje podłogę. I zabroniła mi tam chodzić... Że niby mam brudne łapy i od razu wszystko pobrudzę.
Zaczęliśmy się śmiać. Juan był bardzo miły i miał poczucie humoru. Dobry przyjaciel.
- Czemu tak biegliśmy? - zapytał.
- A co? Nie było fajnie?
- Było, ale..
- Chciałam Ci coś pokazać. Tam wyżej jest jaskinia w której widać łapę jednego z kamiennych smoków. Reszta posągu się zawaliła i stworzyła tę jaskinię chroniąc ocalałą część przed żywiołami.
Poszliśmy tam. Czuć było moc pałającą z posągu. Weszliśmy do jaskini i podeszliśmy do łapy z kamienia.
- Wygląda jak prawdziwa - powiedział Juan.
- Prawda? Wydaje się, że zaraz się poruszy.
Wpatrywalimy się w pazury i łuski. Nagle wydało się, że łapa drgnęła.
- Chodźmy stąd. Ta moc miesza nam w głowie - oświadczyłam.
Juan z trudem oderwał wzrok od kamieni i wyszliśmy. Przeszliśmy kawałek i zatrzymaliśmy się.
- Niezwykłe przeżycie.
- No - potwierdziłam. - Chyba powinnyśmy już wracać.
- Tak. Jestem za.
Ruszyliśmy powoli w drogę powrotną. Nagle na naszej drodze pojawił się portal.
- Co to? - zapytałam.
- Wejście do Magicznej Krainy.
- Magicznej... Wchodzimy?

Juan?

Od Kinzoku - C.D. Rosy

Zdawało mi się, że Rosa troszkę się uśmiechnęła. Po krótkiej chwili poszła się napić. Popatrzyłem się na swoje odbicie. Westchnąłem. W wieku szczeniaka moi rówieśnicy bali się mnie ze względu na mój wygląd. Tym sposobem, byłem skazany na samotność. Nie wyglądało to jakby Rosa się mnie bała. To mnie uszczęśliwiło.
Pomyślałem, że czas się zbierać.
- Jakbyś czegoś potrzebowała, moja jaskinia, jest przed Lasem Rhei, cała z metalu, na pewno ją zobaczysz.
- Ok... - Powiedziała cicho.
Odszedłem w zadumie.
Czy ona też się mnie boi?

Rosa?

Od Kiznoku - C.D. Veyer

- Jak mam być miły dla kogoś kto ukradł mi mięso?! - Krzyknąłem.
Ognisty krąg powoli się kurczył.
Poczułem coś....metal!
Dużo metalu!
Postanowiłem przywołać tą wielką jednostkę.
Była płaska, lecz na tyle duża by zmieścić mnie i Veyer.
- Wskakuj! Szybko bo się roztopi! - Powiedziałem szybko.
Veyer szybko wskoczyła, zrobiłem to co ona i rozkazałem "platformie" z metalu aby ruszyła z dala od ognia.
Wkrótce mogliśmy spokojnie zejść z platformy.
Oddychałem ciężko, lecz powiedziałem do wadery
- Posłuchaj, myślę, że źle zaczęliśmy znajomość, możemy zacząć od nowa? - Zapytałem się jej.

Veyer?

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Od Juana - C.D. Atuahy

- A przechodzę sobie. Moja partnerka siedzi w jaskini i się zajmuje sprzątaniem. Niestety w tych sprawach jej nie pomogę. - powiedziałem ironicznie.
- Haha. Śmieszny jesteś. - powiedziała delikatnie śmiejąc się Atuaha.
- Tsa... Gdybym nie był to już nic bym nie miał w sobie pożytecznego.
- Nie no weź. Spoko jesteś.
- Thanks. Ty.. też .
- Miło mi.
- No to...
- Lubisz wodę?
- No.. Jestem wilk nocy... My słabo stoimy z wodą...
- Aha. Ale ja cię mogę nauczyć.
- Spróbuj. - powiedziałem sarkastycznie bo wiedziałem że to nie wypali.
A jednak. Atuaha świetnie pływała i uczyła wspaniale. Dokładnie wszystko wyjaśniała. Musiałem się pochwalić Vay.
- Dobrze. Głowa w dół i nurkujemy.
Zanurkowałem. Atuaha wyglądała śmiesznie dlatego nie wytrzymałem pod wodą długo.
Pływaliśmy już dobre dwie godziny. Było super. Ale powoli zbliżała się noc.
- Kończmy. Ściemnia się.
- Dobrze, ale musisz mi zapłacić. - powiedziała z uśmiechem.
- Co?
- Oczywiście nie chodzi mi o pieniądze. Jutro idziemy na spacer?
- No... Jeśli będę miał czas z chęcią przyjdę.
- Super. Będę czekać tutaj.
Następnego dnia, szybko poleciałem na spacer. Atuaha to super osóbka. Miła. Na przyjaciółkę zdaje się lojalna.
- Hej.
- ...

Atuaha?

Od Juana - C.D. Veyer

- Piękny i potężny. - powiedziałem ze sztucznym uśmiechem, by smok nie myślał, że się go boję.
Varetti chrząknął nerwowo, ale Vay opanowała sytuacje.
- Da się latać na smokach? - spytałem, kiedy Vay właśnie uspokajała smoka.
- Y... Da. Ale rzadko. Smoki tego tak bardzo nie lubią.
- A. Czyli przejażdżce dzisiaj mówimy "nie"?
- Dokładnie. Ale może kiedy indziej jak cię dobrze pozna.
- Okej. Var. Mogę tak na niego mówić?
- On jest Varetti albo Varti. Gdybyś powiedział Var mógłby nie wiedzieć o co chodzi.
- Rozumiem. Varti też pasuje.
Po 10 minutach zabaw ze smokiem Varti poleciał dalej. Poszliśmy dalej, w las. W lesie otaczała nas spokojna aura.
- Pięknie tu nieprawdaż? - spytałem.
- Bardzo. Te drzewa takie... Inne.
- Yhm... - odpowiedziałem wpatrując się w piękne drzewa, krzewy, kwiaty, ich pąki oraz w strumień, który żwawo pędził przed siebie.
- Odpływasz co nie?
- No...
- Tylko mi nie zniknij. - zaśmiała się Vay, ale po chwili gdy nie dostała odpowiedzi zaczęła gadać bym się tylko nie zapatrzył, bo ja tak robię i później trudno mnie "wybudzić".
- Pięknie... - nawijałem. Cudownie. Idealnie.
- Ju...?
- Super...
- JUAN !
- Tak!? - ocknąłem się.
- Ostrożnie z tymi komplementami.
Na szczęście wyszliśmy z lasu Rhei.
- No to co. Odprowadzę cię i idę bo muszę jeszcze iść coś upolować.
- Mmm... Dla mnie? Ten zając - wyśmienity.
- Ta, z najlepszego stadka. 5 km stąd.
- Mniam.
- To ja już będę się zwijał i idę na to polowanie.
- Dobrze.
Następnego dnia, dzień zapowiadał się bardzo słoneczny. Drzewa pięknie kołysały się we wschodzącym słońcu.
- ...

Vay?
Brak weny? Chyba nie ja ; )

Od Atuahy

Chodziłam sobie przy strumieniu. Było południe. Słońce świeciło, wiaterek wiał, idealna pogoda! Wykąpałam się i czekałam aż wyschnę. Zaczełam coś nucić. Najpierw śpiewałam cicho, potem zaczęłam głośniej, a w końcu rozśpiewałam się na całe gardło i zaczęłam tańczyć. Stanęłam na tylnych łapach i zrobiłam obrót, pomagając sobie skrzydłami. Opadłam na ziemię, kończąc piosenkę. Czułam się wspaniale!
- Dzień dobry. Masz w sobie coś z Wilka Muzyki? Myślałem, że to słowik. - powiedział jakiś głos. TEN głos! Anglik! Wrócił!
Odwróciłam się do niego.
- To ty!
- Nie da się ukryć - powiedział i wyszedł zza drzewa przy którym stał.
Jego wyglad oszołomił mnie. Miał białą, zadbaną sierść. Oczy jak kamienie szlachetne, ale największe wrażenie robiły, złożone teraz, ogromne skrzydła. No i dwa ogony. Mówił z leciutkim akcentem.
http://th06.deviantart.net/fs71/PRE/f/2012/285/d/6/dream_weaver_by_geheledin-d5hmx7u.png
- To jak? Wilk Muzyki? - zapytał znowu.
- Nie wiem. Może - odparłam nie mogąc oderwać od niego oczu.
- Jestem Spirit. Ale niektórzy mówią na mnie Mind Killer - przedstawił się kłaniając i całując moją łapę.
- Czemu?
- Bo psuję innym psychikę - odparł i roześmiał się.
- Czego tu szukasz?
- Nie mogę ci powiedzieć, ale nie chcę nikomu zrobić krzywdy.
Trochę już ochłonęłam. Tym razem był na terenie WSO. Muszę powiadomić Alfę. Albo raczej Alfy. Uśmiechnęłam się na myśl o Lessie i Alastairze razem.
- Muszę pokazać cię Lessie. W końcu jesteś tu intruzem - powiedziałam.
Już mieliśmy iść, kiedy nad strumyk przybiegł któryś basior z WSO, zapytał co tak tu sama siedzę, napił się, wykąpał i poczedł.
Stałam zaskoczona. Jakbym połknęła słup soli.
- On... Cię... Nie... Zauwarzył! - wyjąkałam.
Spirit tylko lekko się uśmiechnął.
- Choć! Lecimy tam gdzie jest zwykle najwięcej wilków. Muszę to wytlumaczyć - powiedziałam i pociągnęłam basiora za łapę. - A nie, ja nie umiem latać. - przypomniałam sobie i puściłam wilka.
- Jak to? Przecież masz skrzydła...
- No tak... Ale tak naprawdę jestem szczeniakiem w ciele dwuletniego wilka.
Opowiedziałam mu swoją historię.
- To dobrze trafiłaś! Myślisz, że czemu mam drugi ogon? Do lepszej stabilizacji w powietrzu! Jestem stworzony do latania! Nauczę cię! - zaofiarował swoją pomoc Spirit.
- Naprawdę?! Zacznijmy już dzisiaj! - bardzo się ucieszyłam.
- Niestety muszę już iść, ale poobserwuj ptaki. To ci pomoże - powiedział, pożegnał się i odszedł.

Od Jessiki - C.D. Veyer

Wreszcie dostałam swoją jaskinię w watasze! Nie mieszkałam już z rodzicami i siostrą! Aktualnie sprzątałam. Wszędzie walał się kurz i jakieś rupiecie. Poprosiłam Lessę o jakąś skrzynię, w której mogłabym trzymać swoje rzeczy. Wyczarowała mi ją bez żadnego marudzenia ani sprzeciwów. Zaciągnęłam ją do swojej siedziby i powrzucałam najulubieńsze przedmioty. W lesie znalazłam także miotełkę do zamiatania kurzy. Kręciłam się z nią po całym domu. I w pewnej chwili mój spokój został gwałtownie przerwany.
- JESS! - ryknął ktoś, stając w wejściu do mojej jaskini. Podskoczyłam lekko i spojrzałam spłoszona na właściciela głosu. A raczej właścicielkę...
- Oo... Cześć, Vay - mruknęłam. Wiedziałam, że była fanką Christophera. Wzdychała do niego jak każda z jego fandomu. - Chrisa tu nie ma. - dodałam natychmiast.
- Nie przyszłam do niego, tylko do ciebie - wyprostowała się i podeszła do mnie. Zdziwiło mnie to. - Chcę wiedzieć, co cię z nim łączy!
Zarumieniłam się gwałtownie. Więc wiem teraz, że nasza Veyer jest bardzo śmiała i mówi wszystko bez wahania. Super.
- A co ma łączyć? Przyjaźń. - wzruszyłam ramionami i odwróciłam się od niej, dalej sprzątając. Bałam się, że zobaczy moje zawstydzenie.
- Przyjaźń powiadasz? Nie wydaje mi się! Powiedział mi "Przybyłem tu dla Je...", i nie dokończył! Tylko jedna wilczyca w watasze ma imię, które zaczyna się na te dwie litery, więc nie próbuj się wykręcać!
Zamurowało mnie całkowicie, nie miałam pojęcia, co odpowiedzieć. Westchnęłam jedynie cicho. Co się ze mną stało? Powinnam jej teraz dociąć za mieszanie się w nieswoje sprawy!
- Vay, to raczej nie twój interes. Tam są drzwi. - wskazałam łapą wyjście, patrząc na nią chłodnym wzrokiem.
- Ale...
- Mam cię tam zaprowadzić, bo jesteś niewidoma? - fuknęłam.
- Nie. Ale...
- To w czym problem? Idź i nie zawracaj mi głowy, jestem zajęta!
- No dobra... - mruknęła niechętnie.
Wyszła z mojej siedziby, ociągając się. Odetchnęłam z ulgą. Co za natręt! Wróciłam do poprzedniej czynności. Mimo wszystko w uszach wciąż dźwięczały mi jej słowa. Powiedział mi "Przybyłem tu dla Je..."... Wiedziałam, że coś do niego czuję, ale nie byłam pewna, czy on odwzajemnia moje uczucia. A co jeśli chce, bym była jego kolejną przelotną miłostką? Nie wiem. Muszę to przemyśleć...